Niedziela, 25.08.2019

Wczoraj ruszył proces Grzegorza G. Mężczyźnie grozi dożywocie

  • 26.01.2018, 10:42 (aktualizacja 26.01.2018, 10:52)
  • Grzegorz Król
Wczoraj ruszył proces Grzegorza G. Mężczyźnie grozi dożywocie Ustalenia Śledczych przedstawiono podczas konferencji prasowej w Rzeszowie. Fot. Arch.
Nawet dożywotnie więzienie grozi 33-letniemu Grzegorzowi G., któremu postawiono zarzut zabójstwa swojej szwagierki, 25-letniej Jolanty Ś. Kobieta była w siódmym miesiącu ciąży, a ojcem dziecka był podejrzany. Decyzją sądu proces, który ruszył wczoraj (25 stycznia) będzie częściowo toczył się za zamkniętymi drzwiami.

Do zaginięcia Jolanty Ś. doszło w maju 2016 roku. Zgłoszenie o jej zaginięciu na policję trafiło dopiero dwa miesiące później. Rodzina wiedziała, że kobieta jest w ciąży. Zaniepokoili się, kiedy minął termin porodu, a z 25-latką nie było kontaktu. Najpierw prowadzone było śledztwo pod kątem handlu ludźmi. Z telefonu Jolanty Ś. przyszedł sms, w którym poinformowała, że dziecko sprzedała i że nie chce, aby jej szukać. Jak się później okazało wiadomości wysyłał właśnie Grzegorz G., który całymi tygodniami udawał, że nie wie, co stało się z siostrą jego żony. W międzyczasie zabrał rodzinę na wakacje, a po ich powrocie zorientował się, że śledczy zaczynają deptać mu po piętach. Został nawet zatrzymany, jednak brakowało dowodów na to, że to on stoi za zaginięciem Jolanty Ś.


Drugi raz został zatrzymany na początku listopada. Wtedy cała zagadkowa sprawa zaczęła się powoli wyjaśniać. Ale jak się okazało kilka miesięcy później, Grzegorz G. nie zamierzał czekać na wyrok sądu.


Z ustaleń Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie wynika, że mężczyzna spotkał się ze swoją szwagierką 20 maja 2016. Umówili się na zdjęcia, w pobliżu autostrady. Grzegorz G. nie planował zabójstwa, ale w pewnym momencie doszło pomiędzy nim, a Jolantą Ś. do awantury. I choć pierwotnie mężczyzna zapewniał, że kobieta sama spadła z nasypu, to później okazało się, że on sam ją zepchnął, a następnie za pomocą cegły zadał jej kilka ciosów w głowę. Na koniec wbił nóż w szyję, co zdaniem śledczych było przyczyną śmierci. Kobieta zakrztusiła się własną krwią. Po zabójstwie Grzegorz G. schował ciało szwagierki w bagażniku samochodu i trzymał je tam kilka dni. Samochodu używał także do dojeżdżania do pracy. Ciało cały czas woził ze sobą. To była końcówka maja, wysokie temperatury spowodowały, że ciało rozkładało się szybko, a Grzegorz G. podjął decyzję o ich zakopaniu, w okolicach Ostrowa. Ziemię w miejscu ukrycia zwłok polał chemikaliami, by zwierzęta nie wyczuły ciała i nie rozkopały tego miejsca.
Kiedy trwały prace śledczych Grzegorz G. rozpoczął planowanie ucieczki. Sprzedał samochód Jolanty Ś., ukradł również jej pieniądze, a z firmy w której pracował wyniósł sprzęt o wartości pół miliona złotych. W końcu wpadł. Mężczyźnie postawiono pięć zarzutów: zabójstwa Jolanty Ś., kradzieży jej mienia, sfałszowania umowy sprzedaży samochodu i zniszczenia jej dokumentów. Zarzucono mu także usiłowanie dwóch oszustw na kwotę 1000 i 5000 zł, których zamierzał dokonać podszywając się pod nieżyjącą szwagierkę.
To jednak nie koniec. W marcu ubiegłego roku Grzegorz G. został doprowadzony do Sądu Rejonowego w Ropczycach, gdzie brał udział w procesie cywilnym, który nie miał związku z zabójstwem. Mężczyzna wykorzystał nieuwagę policjantów i skuty kajdankami uciekł z budynku. Funkcjonariusze oddali strzały ostrzegawcze, w końcu udało się im dogonić mężczyznę. W związku z tym do poprzednich zarzutów doszedł kolejny - samouwolnienia.


Prokuratura zwlekała na skierowaniu aktu oskarżenia przeciwko Grzegorzowi G. do sądu, gdyż czekali na opinię biegłych psychiatrów, która miała wyjaśnić, czy w chwili popełnienia zabójstwa mężczyzna był poczytalny. Dokument w końcu dotarł do Rzeszowa i nie pozostawiał cienia wątpliwości. Grzegorz G. doskonale wiedział, co robi.
Na wniosek adwokata Grzegorza G., a także na wniosek pełnomocników oskarżycieli posiłkowych,wśród których znajduje się m.in. rodzina ofiary, proces będzie się toczył w dużej mierze bez udziału mediów.


Równolegle do sprawy Grzegorza G. prowadzone jest także inne postępowanie, przeciwko 26-letniej Marii M. oraz 30-letniemu Dariuszowi K., którzy usłyszeli zarzut paserstwa. To oni odkupili część skradzionego przez Grzegorz G sprzętu.

 

Grzegorz Król
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.debica24.eu. Agencja Wydawnicza Agard z siedzibą w 39-200 Dębica, ul. Żeromskiego 10 jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe