Nie chcą ocynkowni w Zawadzie. Protestują w Rzeszowie (zobacz zdjęcia)

  • 19.01.2017, 10:22 (aktualizacja 19.01.2017, 21:16)
  • Admin Admin
Nie chcą ocynkowni w Zawadzie. Protestują w Rzeszowie (zobacz zdjęcia)
Dzisiaj w samo południe, tj. w czwartek 19 stycznia 2017 roku, w siedzibie Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie przedstawiciele komitetu protestacyjnego złożyli petycję, w której sprzeciwiają się budowie ocynkowni Zinkpower w Zawadzie. Podpisali się pod nią mieszkańcy Zawady, Pustyni i Nagawczyny. Pismo w Rzeszowie złożyli Stanisław Matłok z Nagawczyny i Tomasz Domaradzki ze Stasiówki. Spotkali się też z Wojciechem Wdowikiem, dyrektorem RDOŚ.

Jak twierdzi Stanisław Matłok, pismo do RDOŚ podpisało po ok. 300 osób w każdej z miejscowości, czyli w sumie ok. 900 mieszkańców.  Jak uzasadniał, budowa fabryki w pobliżu ujęć wody pitnej i gospodarstw domowych zagraża zdrowiu mieszkańców. Boją się zwłaszcza zatrucia ujęcia wody, z której korzysta 1/3 gminy, m.in. także w Stasiówce i Stobiernej, na co zwraca uwagę Tomasz Domaradzki.
Stanisław Matłok wyjaśnia, że decyzja środowiskowa należy do wójta gminy Dębica, dlatego mieszkańcy informują tylko RDOŚ o swoim sprzeciwie. 
Spotkania środowiskowe w trzech miejscowościach, przed podjęciem decyzji przez wójta, odbędą się w poniedziałek 23 stycznia br.: w Nagawczynie o godz. 14:00 (w Zespole Szkół), w Zawadzie o godz. 16:00 (w Centrum Kultury), w Stobiernej o godz. 18:00 (w Zespole Szkół).
Więcej na ten temat w najnowszym wydaniu Obserwatora Lokalnego, które ukaże się we wtorek 24 stycznia br.
.
Treść petycji, złożonej do RDOŚ:
Niniejszym w imieniu mieszkańców Gminy Dębica składamy listy sprzeciwu wobec realizacji przedsięwzięcia pod nazwą „Budowa hali produkcyjno-magazynowej wraz z częścią biurowo-socjalną oraz placem magazynową, położoną w m. Zawada, gm. Dębica dla zakładu ZINKPOWER PODKARPACIE Sp. z o.o.". Pod tą nazwą kryje się ocynkownia – zakład produkcyjny o dużym, negatywnym wpływie na środowisko naturalne. 
Rzeczona inwestycja jest umiejscowiona w bezpośrednim sąsiedztwie ujęć wody pitnej, a także w bliskiej odległości w stosunku do gospodarstw domowych. Wątpliwości budzi system zabezpieczeń emisji pyłów oraz utylizacji produktów pochodnych, powstających w trakcie procesu cynkowania. 
Zapewnienia inwestora o bezpieczeństwie produkcji są niewiarygodne i budzące wątpliwości, zważywszy na jego interes gospodarczy. 
Protestujemy przeciwko tej niebezpiecznej dla zdrowia i życia ludzkiego inwestycji i zwracamy się z prośbą wydanie uzgodnień dotyczących decyzji środowiskowej, uniemożliwiających budowę ocynkowni w miejscowości Zawada w Gminie Dębica.

 
 

Admin Admin

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (18)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.debica24.eu. Agencja Wydawnicza Agard z siedzibą w 39-200 Dębica, ul. Żeromskiego 10 jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
hmmm
hmmm 09.02.2017, 13:12
Bakterie chorobotwórcze, w tym bakterie kałowe, substancje zakazane z listy psychoaktywnych, czy stymulanty podobne do amfetaminy, które działają jak narkotyki, znaleziono w składzie suplementów diet. NIK, który skontrolował rynek suplementów, ostrzega, że substancje w nich zawarte mogą być szkodliwe dla zdrowia, a nawet życia, a ich sprzedaż odbywa się praktycznie bez nadzoru. Do raportu NIK dotarł reporter TOK FM.
Suplementy diety to jeden z najprężniej rozwijających się rynków. Statystyczny Polak kupuje rocznie 6 opakowań i wydaje na to 100 złotych. To sprawia, że rynek wart jest 3,5 miliarda złotych. Ma też ogromne prognozy rozwoju. Badania pokazują, że wielu z nas nie odróżnia substancji leczniczej od suplementów, choć teoretycznie suplement jest środkiem spożywczym i nie można go umieścić nawet w kategorii witamin czy minerałów. Zdaniem NIK-u problemem są reklamy, które utrwalają często przekaz o uzdrawiających właściwościach danej substancji.

Podstawowy problem, to kontrola rynku. Okazuje się, że Główny Inspektor Sanitarny, który odpowiada za sprawdzanie czy suplement może trafić do konsumentów był bierny, a rynek rozwija się w takim tempie, że nie jest w stanie skontrolować nawet jego części. Wystarczy powiedzieć, że dziennie jest zgłaszanych średnio 30 nowych suplementów. Do kontroli wyznaczonych jest 7 osób, które oprócz tego mają też inne obowiązki.

Przepisy są jednoznaczne, żeby wprowadzić suplement na rynek wystarczy go zgłosić. Potem to organy inspekcji sanitarnej muszą sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.

Realia są jednak takie, że od wprowadzenia suplementu na rynek do rozpoczęcia procedury sprawdzającej mija średnio osiem miesięcy. Nie oznacza to wcale, że po tym okresie wiadomo, czy substancja powinna być sprzedawana. Wtedy dopiero rozpoczyna się procedura, która trwa i trwa....

Średni czas trwania weryfikacji powiadomień wynosił 455 dni (maksymalnie 817 dni). Postępowania wyjaśniające wszczęte we wcześniejszym okresie, tj. w latach 2009-2010 trwały blisko 2.300 dni (ponad 6 lat), przy czym najdłuższe z tych postępowań - ponad 3.100 dni (ok. 8,5 roku).
Bakterie kałowe w probiotykach

Inspektorzy GIS-u, którzy i tak są ogromnie obciążeni pracą i nie mają funduszy na badania uznali, że suplementy są bezpieczne jeśli konsument stosuje się do informacji umieszczonych na opakowaniu. Tym samym nie wykonali w ogóle kompleksowych badań prób suplementów pod kątem zgodności faktycznego składu suplementu ze składem umieszczonym na opakowaniu.

Jak bardzo się mylili pokazały dopiero kontrole NIK-u. Zaznaczmy, że probiotyki użyte do badania kontrolerzy zakupili w aptece!

Na jedenaście badanych prób, w czterech próbkach suplementów diety z grupy probiotyków stwierdzono obecność niewykazanych w składzie szczepów drobnoustrojów. Również w czterech próbkach poddanych badaniu stwierdzono niższą, niż deklarowana na opakowaniu, liczbę bakterii probiotycznych. Co więcej, w jednej próbce wykryto zanieczyszczenie produktu - obecność bakterii chorobotwórczych z grupy Enterococcus Faecium, czyli tzw. bakterii kałowych. Ich obecność stwarzała poważne zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia konsumentów. W związku z tą sprawą NIK poinformowała Głównego Inspektora Sanitarnego o stwierdzeniu bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia konsumentów, celem podjęcia działań zmierzających do wycofania skażonej partii produktu. Do dnia 3 lutego 2017 r. z wprowadzonej do obrotu partii tego suplementu w ilości 165 327 opakowań (ponad 1,65 miliona kapsułek) wycofano z obrotu jedynie 16 317 sztuk opakowań (163 tysiące kapsułek). W wyniku zawiadomienia skierowanego przez Prezesa NIK do Prokuratora Generalnego, prokuratura wszczęła postępowanie w zakresie czynu polegającego na wprowadzeniu do obrotu zafałszowanego suplementu diety, szkodliwego dla zdrowia lub życia człowieka.
Podkreślić należy, że nawet przy tak niewielkiej skali badań zleconych przez Najwyższą Izbę Kontroli, odsetek produktów zawierających niekorzystne dla zdrowia składniki jest bardzo wysoki.
Z kontroli wynika też, że nawet deklarowane działanie suplementów jest mocno dyskusyjne. Narodowy Instytut Leków oceniał zawartość żywych bakterii probiotycznych w suplementach w różnych okresach określonej przez producenta przydatności do spożycia.

Na 56 badanych próbek - stabilności liczby żywych bakterii nie posiadało aż 50 próbek (89 proc.). Wraz z upływem czasu, jeszcze w okresie przydatności do spożycia, następował dynamiczny spadek liczby żywych komórek bakterii.
GIS zawodził też na polu kontroli własnych jednostek, które miały wycofać z obrotu niedozwolone substancje. Z wybranych do kontroli 45 suplementów diety, które nie powinny być wprowadzone do obrotu z uwagi na zawartość niedozwolonych składników, aż 38 w czasie prowadzenia badań kontrolnych przez NIK znajdowało się w sprzedaży internetowej.

Wszystkie te suplementy zawierały substancje niebezpieczne, które zdaniem ekspertów NIK-u mogły wykazywać właściwości alergenne i rakotwórcze, powodować zakażenia dróg oddechowych i moczowych, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, przyczyniać się do powstawania ropni, zapalenia wsierdzia, osierdzia, czasami zatruć pokarmowych.

Szokujące jest to, że GIS otrzymał informacje na ten temat, a mimo to nie zrobił prawie nic by konsumentów chronić. 33 z kwestionowanych 38 suplementów diety na początku lutego nadal znajdowało się w sprzedaży internetowej i zawierało szkodliwe substancje.

Główny Inspektor Sanitarny przez cztery miesiące nie reagował nawet wtedy gdy otrzymywał informacje, że w suplementach z grupy tzw. „spalaczy tłuszczu” znajduje się substancja podobna w działaniu do amfetaminy. A oto fragment raportu:

Podjęte (już w trakcie kontroli NIK) działania spowodowały wycofanie z rynku jedynie 316 opakowań tego produktu, podczas gdy łącznie od 2012 r. tylko jeden importer rozdystrybuował ponad 10 tys. opakowań (tj. ponad 900 tys. tabletek) tego suplementu.
Co dzieje się z pozostałymi opakowaniami suplementu nie wiadomo. Warto dodać, że substancja w nim zawarta jest wymieniona w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii.

Pigułka gwałtu między suplementami

Kontrolerzy NIK-u i policja przekonały się też, jak trudne jest ściganie handlu w internecie. Sprawdzając jeden z niepokojących serwisów z suplementami trafili na szokujące odkrycie opisane w raporcie

W trakcie przygotowywania niniejszej kontroli NIK doszło do jednostkowego, ale symptomatycznego dla funkcjonowania rynku zdarzenia. W marcu 2016 r. na jednej ze stron internetowych oferujących suplementy diety w kategorii „Moda i zdrowie/Medycyna”, dostępne było ogłoszenie oferujące substancję, zwaną potocznie pigułką gwałtu. Najwyższa Izba Kontroli poinformowała o tym fakcie Policję, która ustaliła m.in., że adres e-mail, z którego zamieszczono ogłoszenie należy do serwisu zajmującego się anonimizacją danych, uniemożliwiającą identyfikację właściciela skrzynki pocztowej, zaś właścicielem serwisu jest operator z Izraela. Operator ten poinformował Policję, że nie ma możliwości ustalenia konkretnych danych, gdyż nie przechowuje logowań swoich klientów. Ogłoszenie to jest dostępne w sieci internetowej od grudnia 2015 r. i cyklicznie „odświeżane”.
Sprawa po interwencji NIK-u trafiła do prokuratury, która prowadzi postępowanie.

Urzędnicy się poddali

Kontrola NIK-u oprócz nieprawidłowości na samym rynku sprzedaży suplementów pokazuje przede wszystkim bierność urzędniczą. GIS robił nie wiele by sprawdzić jak rynek działa i co kupują konsumenci w aptekach, w sklepach z suplementami i w internecie. W Głównym Inspektoracie Sanitarnym nie monitorowano też interakcji i działań niepożądanych stosowania suplementów diety. Z opinii biegłego wynika, że nieodpowiedzialne stosowanie suplementów diety może stanowić zagrożenie wynikające. Zdarzają się przedawkowania, niepożądane interakcje między składnikami suplementów, a przede wszystkim ze składnikami leków.

Rażące zaniedbania NIK przypisuje tez ministerstwu zdrowia. Po pierwsze nie zapewniało środków i warunków do kontroli suplementów, po drugie nie nadzorowało tego procesu. Minister już w 2014 roku otrzymywał sygnały, że potrzebna jest zmiana prawa, która umożliwi GIS sprawniejsze działanie, ale jak dotąd nie zrobiono nic w tym kierunku.
Miejscowy
Miejscowy 09.02.2017, 11:29
Głównym inicjatorem tych protestów jest miejscowy biznesmen. Bynajmniej nie chodzi tu o ludzi czy środowisko tylko o kasę.
lucy
lucy 03.02.2017, 19:09
W mojej miejscowości jest firma paskująca konstrukcje metalowe, mieszkam od niej 500 metrów i szerze mam tego dosyć! wszędzie unosi sie pył, okna myje raz w tygodniu bo wyglądają jak po burzy piaskowej. Nie dziwię się tym ludziom że nie chca ocynkowni w swojej miejscowości, poniewaz wiąże się to z dużym niebezpieczeństwem zwłaszcza dla ich zdrowia. w tej firmie niema filtrów powietrza, nie ma zachowanych żadnych norm.Zużyty piasek jest rozsypywany za ogrodzeniem firmy! Przyszła raz inspekcja, właściciel wszystko sobie załatwił po znajomości kontrola nic nie wykazała !
Piotrk
Piotrk 25.01.2017, 14:00
To głupota blokować taką firmę jak Zinkpower. Stosowane dzisiaj technologie są całkowicie bezpieczne i nie zagrażają środowisku. Proces jest monitorowany, nawet jeśli coś wycieknie to wiadomo co kiedy i ile, jak oczyścić i zneutralizować. Bardziej szkodzą środowisku gospodarstwa opalane węglem czy śmieciami których w Nagawczynie , Zawadzie czy Pustyni nie brakuje. Żeby być ekologicznym trzeba mieć na to środki. Biednych nie stać na ekologię. Nie ma pracy nie ma środków...
Dariusz
Dariusz 23.01.2017, 11:08
zapraszam do strefy ekonomicznej w Rzeszowie, Rzeszów chętnie przyjmie kolejnych inwestorów :)
Korwinista
Korwinista 22.01.2017, 23:43
Wolny rynek decyduje co powstanie, ma gość kasę inwestuje i po temacie, ludzie nie macie nić do gadania.
Podkarpatczyk
Podkarpatczyk 22.01.2017, 20:33
Nielegalny nacisk na autonomiczny Urząd. Znam takie metody..Sprawdzilem inwestora. Mają b.dużo ocynkowni na świecie./najbliżej w BERLINIE!!!!/??
W Polsce 2 wybudowane od podstaw w WIELKOPOLSCE. W internecie nie znalazłem wzmianki o żadnych protestach mieszkańców Wielkopolski czy negatywnych skutkach tych inwestycji. Może to odpowiedz dlaczego Podkarpacie ... tak daleko w rozwoju Polski?
Ciemnogród? a może zawiść?
Monika
Monika 20.01.2017, 23:50
Widać pierwsze efekty jednak się zastanowią nad decyzja BRAWO CHŁOPAKI za odwagę żeby się sprzeciwiac :)
rolnik
rolnik 20.01.2017, 14:14
Na polskich łąkach może być tylko polska trawa A nie żadne tam takie różne.
Mielecki
Mielecki 20.01.2017, 13:25
Opary z ocynkowni wpływaja na białaczkę i różne inne choroby. Dlatego nie buduje się ich w innych krajach
Marszałek wszystko zbiera takie smrody w podkarpaciu. Mielec już załatwił
Paweł
Paweł 20.01.2017, 12:10
Poczytajcie komentarza o pracodawcy co ludzie piszą.

http://www.gowork.pl/opinie_cz…

Tylko iść na spotkania i wyrażać swoje sprzeciw budowie ocynkowni
Jurand
Jurand 20.01.2017, 06:13
Dokładnie nikt na zachodzie nie chcę w czymś takim pracować . To u nas chca to wybudowac. Pseudo pracodawca w systemie 4 brygadowym przez cały rok. Zatrudnią ledwo 70 osób za najniższą krajową a z tego co widać to szkodliwość ogromną. Są inne firmy które na pewno by tam zainwestowały i zatrudnily nie 70 osób ale 1000. Bez szkodliwych substancji emitowanych. Niech u siebie 500 m od domu wybuduje ocynkownie i się naraża na hałas pyły i inne związki emitowane. Ciekaw czy wtedy by zapewniali jakie to jest bezpieczne.
Jan
Jan 19.01.2017, 20:54
Niech sobie Niemcy pod Berlinem postawią. W Mielcu mają Krono, które truje na potęgę.
Dębiczanom
Dębiczanom 19.01.2017, 19:14
Do "rolnik" jak Ci ząbki wypadną w młodym wieku i to nie po sobotniej zabawie w remizie tylko ze ktos zaworki pomylił to sarkazm do siebie miej,a kolejnego "chlebodawce"za 1200zl netto mam w głębokim poważaniu ...czyt...we du..P..i..e
rolnik
rolnik 19.01.2017, 19:29
Nie pij już dzisiaj więcej tej płynnej substancji z banderolą akcyzy.
Mieszkaniec powiatu
Mieszkaniec powiatu 19.01.2017, 17:24
HAHAH niby że przez tą Ocynkownie Smog będzie wiekszy ?
rolnik
rolnik 19.01.2017, 17:07
Tak trzymać ! co nam tutaj będą jakieś inwestycje robić, a kto zagwarantuje ,że przez to krowy nie będą mniej mleka dawać, kury mniej jaj znosić i w ogóle.
Ola
Ola 19.01.2017, 13:51
No to pojechali ładnie . Trzeba ich popierać :)

Pozostałe