Burmistrz z Łukaszenką i byłym ambasadorem USA

  • 20.08.2020, 10:51 (aktualizacja 20.08.2020, 11:22)
  • Grzegorz Król
Burmistrz z Łukaszenką i byłym ambasadorem USA
W ukraińskiej gazecie Dzień opublikowany został obszerny tekst autostrstwa burmistrza Brzostku Wojciecha Staniszewskiego dotyczący Bitwy Warszawskiej w 1920 roku i pomocy, jaką Polacy otrzymali od Ukraińców w tym czasie.

Ciekawostką jest fakt, że zdjęcie burmistrza znalazło się na pierwszej stronie wydania, tuż obok Aleksandra Łukaszenki oraz byłego ambasadora Stanów Zjednoczonych na Ukrainie Stephena Pifera. Burmistrz Brzostku pochwalił się tym faktem, wrzucając na swój fejsbukowy profil okładkę gazety. I jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, wywiązała się dyskusja.

- Wojtek pierwsza strona gazety Gratuluję. Nie ważne kto obok - zaczął Artura Goleń.

Radny Rady Powiatu i jednocześnie pracownik Urzędu Miejskiego w Brzostku Daniel Wójcik stwierdził, że Aleksander Łukaszenka spocił się na widok burmistrza Staniszewskiego, z kolei Marian Orliński poprosił burmistrza, by ten napisał, że to fotomontaż.

- Niestety. Ale nikt mi się nie pytał, czy chce być z Łukaszenką - odpowiedział włodarz Brzostku.

W końcu do dyskusji dołączył także dyrektor Volodymyr Boyko, odpowiedzialny za strategię rozwoju gromad w samorządzie Obwodu Czernohowskiego, znajomy burmistrza Brzostku. Stwierdził, że widzi coś, co łączy Wojciecha Staniszewskiego i Aleksandra Łukaszenkę.

- Co? - zapytał burmistrz.

- Fryzura - odpowiedział Volodymyr Boyko.

- Powinien Aleksander iść do fryzjera - odparł Wojciech Staniszewski.

Poniżej publikujemy pełną treść tekstu jego autorstwa, który mogli przeczytać Czytelnicy ukraińskiego Dnia.

"Jeden z brytyjskich dyplomatów, uzupełniając listę najbardziej decydujących bitew w historii świata, pod numerem 18. umieścił Bitwę Warszawską, rozegraną w dniach 13-15 sierpnia 1920 roku, na przedpolach polskiej stolicy. Jest oczywiście kwestią dyskusyjną, czy faktycznie miała takie znaczenie, czy rzeczywiście - jak powiedział Tuchaczewski - po trupie białej Polski wiodła droga do światowej rewolucji i czy faktycznie rewolucja bolszewicka mogła rozprzestrzenić się na Niemcy, a potem dalej na całą Europę. Jedno jednak wydaje się bezsprzeczne, że im dalej od tej bitwy, tym paradoksalnie więcej zaczynamy się o niej dowiadywać. W Polsce do 1939 roku wydarzenie to miało swoją rangę, po 1945 roku zostało - z powodów oczywiście politycznych - całkowicie zmarginalizowane, ledwo wspominane w polskich podręcznikach szkolnych. Jeszcze mniej informacji na ten temat przekazywano na Ukrainie, a jeśli już, to mówiono o „petlurowskich bandytach”. Brak poważnych badań naukowych połączony z odejściem kolejnych pokoleń, które były uczestnikami tamtych wydarzeń spowodowało, że po upadku komunizmu i rozpadzie ZSRR w zasadzie żyło już niewielu weteranów i osób tworzących tamte wydarzenia. Kryzys pierwszych lat postępującej demokratyzacji także nie sprzyjał badaniom naukowym, był jednak początkiem innego spojrzenia na wojnę z lat 1919–1921. Za nim poszło odkrywanie nowych dokumentów, ustalanie kolejnych faktów, a to pozwoliło na nowe interpretacje wydarzeń, które miały wpływ na wynik bitwy pod Warszawą i całej wojny. Przez pierwsze lata po obaleniu komunizmu zwracano uwagę na wyłącznie polski charakter tego zwycięstwa, eksponowano dominującą rolę opatrzności boskiej, która poprzez „Cud nad Wisłą” przegnała bolszewików spod Warszawy. Każda jednak kolejna rocznica jest powolnym dokładaniem nowych informacji i nowych interpretacji. Ostatnie lata w Polsce to coraz silniejsze eksponowanie roli i udziału w tych zmaganiach żołnierzy Ukraińskiej Republiki Ludowej. Dotyczy to nie tylko coraz częściej prezentowanych nowych publikacji historyków polskich, ukraińskich, a nawet brytyjskich (Norman Davis), ale - co ciekawe – edukowanie Polaków poprzez produkcje filmowe, a obecnie także i inicjatywy samorządowe. Znany doskonale w Polsce i dość dobrze na Ukrainie reżyser Jerzy Hoffman - wielki zwolennik porozumienia i dobrej współpracy polsko-ukraińskiej - w swoim filmie 1920. Bitwa Warszawska chyba jako jeden z pierwszych przypomniał Polakom o walczących ramię w ramię z nimi wojskach atamana Petlury. Pokazał w ten sposób zwykłemu polskiemu odbiorcy, który nie rozczytuje się w historycznych rozprawach, że w tym morderczym boju mieliśmy istotne wsparcie. Film miał ogromne znaczenie edukacyjne, bowiem trafił do szerokich mas odbiorców i utrwalił wiedzę o sojuszu polsko-ukraińskim, który to wątek kilka razy pojawia się w filmie i to w kontekście zgodnym z prawdą historyczną. Zwłaszcza fragment, kiedy Piłsudski, patrząc na mapę mówi: "Miasto Zamość broni generał Bezruczko z Ukraińcami, którzy pierwej zginą niż przepuszczą Budionnego". Jeszcze niedawno nazwisko Bezruczko znane było tylko wąskiej grupie historyków zajmujących się tym okresem. Tymczasem od kilku dni w Warszawie jeden z nowych skwerów miejskich w dzielnicy Wola, położony niedaleko cmentarza, gdzie spoczywa Bezruczko, został nazwany właśnie imieniem generała a miejsce uświetnia poświęcona mu pamiątkowa tablica. Historia o tyle ciekawa, że obrona Zamościa, którą dowodził Bezruczko miała również ogromny wpływ na wynik ostatniej i największej bitwy kawaleryjskiej XX wieku pod Komarowem. To właśnie zacięta obrona miasta przez 6. Dywizję Strzelców Siczowych Bezruczki zatrzymała 1. Konną Armię Budionnego z ówczesnym oficerem politycznym Józefem Stalinem i nie pozwoliła jej iść na pomoc Tuchaczewskiemu pod Warszawę. Opór był tak zażarty, że nie tylko udaremnił pomoc dla cofającego się Tuchaczewskiego, ale także pozwolił zwycięskim pułkom polskiej kawalerii dotrzeć spod Warszawy i osaczyć Budionnego pod Komarowem. Jeśli ktoś zapyta, dlaczego nikt o generale Bezruczko wcześniej nie wiedział, to dodam, że obecny na uroczystościach odsłonięcia tablicy w Warszawie krewny generała mieszkający w Mariupolu od własnego ojca - zmarłego w 1981 roku - nigdy nic na temat generała się nie dowiedział. Dopiero jego ciotka w 1993 roku po raz pierwszy mu powiedziała, że rzekomy „bandyta petlurowski Marko Bezruczko” to jego wuj. Ten przykład chyba najlepiej ilustruje to, o czym wspominałem na początku. Im dalej od bitwy tym więcej o niej wiemy. 

Osobną sprawą jest nowa sytuacja związana z upowszechnianiem się w Polsce wiedzy o Umowie warszawskiej z kwietnia 1920 roku między Piłsudskim a Petlurą i wspólną walką z bolszewikami. Nie wnikając już w to, jak ocenia się samą umowę w Polsce i na Ukrainie, to jednak trzeba zauważyć, że coraz bardziej przebija się w wiedza o tym, że i w Polsce, i na Ukrainie mieliśmy w 1920 roku szerszy pomysł polityczny. Nie powiódł się on z wielu powodów, ale to kolejny element w łańcuszku naszej polsko-ukraińskiej współpracy, który łączy i spaja a nie dzieli i podważa wzajemne zaufanie. Szkoda, że ten pomysł polityczny Piłsudskiego i Petlury się nie powiódł, ale chyba zasadna wydaje się opinia, że o ile na Ukrainie w 1920 roku bolszewicy mogli liczyć na częściowe wsparcie lub zwykłą obojętność zmęczonego społeczeństwa, to w Polsce nikt na nich nie czekał, dlatego opór przybrał charakter masowy, odgrzał postawy patriotyczne, poczucie konieczności obrony wiary przed „antychrystem”, a na czele oporu stanął rząd centro-lewicowy wybijający bolszewikom z ręki atuty o Polsce jako kraju „wyzysku mas pracujących”.

Za nami uroczystości 100-lecia Bitwy Warszawskiej, w maju zaś mieliśmy rocznicę 100-lecia wspólnej defilady w Kijowie. Wypada tylko żałować, że w głównych obchodach zabrakło wspólnego świętowania, bo z całym szacunkiem, ale obecność w nich obu państw na poziomie ambasadorów to o wiele za mało  Na szczęście sprawy w swoje ręce wzięli przede wszystkim – co niesłychanie ważne – zwykli ludzie. Jak się okazało dziesiątki osób po obu stronach naszej wspólnej granicy utrzymują między sobą kontakty i przyjacielskie relacje. Portale społecznościowe pokazywały dziesiątki relacji fotograficznych z wypraw w miejsca związane z wspólną walką oddziałów polskich i ukraińskich z bolszewikami. Pokazują one, że oprócz tego, co nas dzieli, jest bardzo wiele tego, co nas  łączy. Trzeba to tylko pokazać. Gdyby nie pandemia, zapewne samorządy Polski i Ukrainy byłyby w tej sprawie jeszcze bardziej aktywne i Warszawa ze skwerem nazwanym imieniem generała Bezruczko nie byłaby jedyna w takich działaniach. Szkoda, że podczas uroczystości majowych nad Dnieprem i sierpniowych nad Wisłą szansa wspólnych obchodów została zaprzepaszczona. Wierzę, że i tutaj czas pracuje na korzyść i kolejne rocznice będą mieć coraz więcej wspólnych akcentów.

Czytaj także: Urząd pracy ma nową szefową

Grzegorz Król

Zdjęcia (1)

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.debica24.eu. Agencja Wydawnicza Agard z siedzibą w 39-200 Dębica, ul. Żeromskiego 10 jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe