W sklepach były puste półki, a w domach i tak pachniało

  • 18.12.2020, 20:23 (aktualizacja 18.12.2020, 20:50)
  • Tomasz Ratuszniak
W sklepach były puste półki, a w domach i tak pachniało Sylwia Murdza-Chrobak. Zdjęcie z przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.
Za okupacji, gdy była małą dziewczynką, święta były bardzo biedne, albo w ogóle ich nie było. Później, w czasach PRL, żeby kupić cokolwiek, trzeba było stać w kolejkach. Ale to właśnie do tych świąt, dziś, gdy sklepowe półki uginają się od towarów, Sylwia Murdza-Chrobak tęskni najbardziej.

- Bo wtedy święta naprawdę pachniały! - przekonuje, choć po chwili przyznaje, że nie zawsze tak było.

Sięga pamięcią do lat dzieciństwa, które spędziła w Nowym Sączu. To czasy okupacji. Jej ojca Niemcy wzięli do niewoli w 1939 roku. Wrócił dopiero po 10 latach z Armią Andersa. Matka została sama z czwórką dzieci, w tym małą Sylwią.

- Wtedy była prawdziwa bieda i świąt nie było - mówi łamiącym się głosem.

Matka zamykała ich rano na klucz i szła do pracy u Niemców, skąd wracała wieczorem. Jeść nie było co, a woda w wiadrze zamarzała. Gdy byli spragnieni zdrapywali więc szron z szyby. Tymczasem dzieci folksdojczów, którzy mieszkali w tej samej kamienicy, w święta jadały pomarańcze.

- A mój braciszek, który później zmarł z głodu, marzył wtedy, że jak tatuś wróci do domu, to da mu kromkę chleba z masłem - wspomina.

Na choince ziemniaki w bibule
Później było trochę lepiej. Gdy skończyła się wojna, mimo biedy, święta musiały być wyjątkowe. Sylwia Murdza-Chrobak twierdzi, że już sam zapach choinki przyniesionej z lasu tworzył klimat. Pachniało też ciasto upieczone przez matkę, jabłka wieszane na choince, czy maleńkie świeczki palące się na niej.

- Cukierków nie było, więc kawałki ziemniaka zawijaliśmy w postrzępioną bibułę i to się wieszało na choince. Albo łańcuch z bibuły i słomy. Ale dzieciaki miały frajdę, bo same to robiły - mówi.

Po chleb stała od czwartej
Czas, gdy zamieszkała w Dębicy, to już okres PRL. Kartki i puste półki w sklepach. By zorganizować święta zakupy trzeba było zacząć robić przynajmniej dwa tygodnie wcześniej.

- Żywcem nic nie było. Nawet chleba brakowało, nie mówiąc już o jakichś frykasach - przekonuje.

Po chleb chodziła do piekarni Roztoczyńskich. Wspomina, że pewnego roku już o czwartej nad ranem ustawiła się w kolejce, by kupić kilka bochenków. Parę godzin później okazało się jednak, że dla niej zabrakło.

- I myślę sobie: Jezu, no jak to tak na święta bez chleba zostać? To znalazłam przepis, mąkę miałam i sama upiekłam - wspomina.

Karp tylko po znajomości
Kawy, jeśli akurat rzucili, można było kupić tylko 10 dag. Ci, którzy chcieli więcej, w kolejkach stali po 2-3 razy. Jeśli oczywiście mieli na tyle kartek na żywność, które wtedy obowiązywały.

W mięsnym na os. Matejki, do którego miała najbliżej, zazwyczaj nic nie było. A gdy już nawet coś się trafiło, to trzeba było stać kilka godzin i to bez gwarancji, że za chwilę nie zabraknie.

- Na wsi to ktoś mógł sobie jeszcze jakąś świnkę wyhodować. A w mieście co ludzie mieli zrobić? Kupić nie kupiłeś, a nikt ci nie dał, bo wszyscy byli tak samo biedni - przekonuje.

Karpia na wigilię, bo innych ryb nie było, można było dostać tylko po znajomości, albo stojąc w kilometrowych kolejkach. Filetów nikt nie sprzedawał, do domu przynosiło się żywą rybę.

- Raz tak kupiłam i nie miał mi go kto zabić. To zawinęłam go w chodnik i zaczęłam okładać młotkiem. Wydawało mi się, że wystarczy, ale tylko do momentu, gdy rozwinęłam chodnik, a karp skoczył na mnie - wspomina ze śmiechem.

Zamiast masła był ceres
Kapusta zazwyczaj była, to na wigilię robiło się pierogi z kapustą. Jak ktoś miał ser to robił też ruskie, jak nie, to z ziemniakami. Trzeba było sobie jakoś radzić. Na szczęście zawsze były suszki, a kompot z nich robiło się tylko w święta.

- Suszone śliwki dawało się też do kaszy. Nigdy nie lubiłam tej potrawy, ale jadłam, bo była tylko w święta - śmieje się.

Masło bywało rzadko, jeśli już, to przychodziło w 10, lub 20 kg blokach, często solone. O margarynie też można było pomarzyć. Dlatego gospodynie używały ceresu, czyli utwardzonego tłuszczu z oleju rzepakowego.

- A jak się miało ceres, to nawet czekoladki na choinkę można było zrobić - zauważa pani Sylwia.

Normalnie to na drzewku lądowały wydmuszki z jajek, łańcuchy z bibuły, czy orzechy zawinięte w złotka i sreberka. Jak ktoś miał szczęście, to kupił też światełka.

- Zawsze kombinowałam tak, żeby mieć żywą choinkę. Jak nie miałam pieniędzy to małą, ale żywą. Te plastikowe były ohydne - mówi.

Prócz drzewka w jej domu zawsze musiało być też domowe ciasto. Bo jak twierdzi, nawet najgorsze domowe jest lepsze niż kupne. A na pewno zdrowsze. Sama też zawsze kisiła zakwas na barszcz czerwony i na żurek. Robi to zresztą do dziś. A syn wędzi szynki.

- Święta muszą pachnieć! Ten zapach się pamięta do końca życia. Dziś go już nie ma, bo wszystko jest jakieś takie nienaturalne. A kiedyś nic nie było, ale był zapach i atmosfera. I tak ma być! - kończy z uśmiechem.
 

Tekst ten ukazał się w zeszłorocznym świątecznym wydaniu Obserwatora Lokalnego.

Przeczytaj również: Restauracja Szwajkowskiego mieściła się w Rynku - film

Tomasz Ratuszniak

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (6)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.debica24.eu. Agencja Wydawnicza Agard z siedzibą w 39-200 Dębica, ul. Żeromskiego 10 jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
kolekcjoner
kolekcjoner 19.12.2020, 11:20
Albo ta pani nie pamięta jak było w PRL,albo nie chce pamiętać , moi
rodzice o 4godz. nie stali za chlebem ,szynka była prawdziwa ,a nie
dzisiejsze przesolone prasowane pseudo "szynki"których strach jeść!
###
### 20.12.2020, 22:02
Chyba Twoi rodzice byli partyjniakami skoro nie musieli stać w kolejkach. Pewnie kupowali w "Konsumach". Piszesz o szynce. Napisz kiedy można ją było kupić ? Komuchy zawsze będą chwalić PRL.
bruno
bruno 19.12.2020, 21:03
Ty chyba nie pamiętasz PRL-u. Sam stałem pod mięsnym od 23-ciej aby rano kiełbasę kupić.. Jak ktoś przyszedł o 4 -tej rano to już był 30-ty i kupił sobie ścinki z kiełbasy.
Precz z komuną
Precz z komuną 19.12.2020, 17:37
Jak się było w partii, to się nie stało w kolejce. Zawsze można jeść szczaw.
bruno
bruno 20.12.2020, 12:05
wtedy wszyscy byli w partii. Tylko nie którzy o tym nie wiedzieli.
Czytelniczka
Czytelniczka 18.12.2020, 22:24
Piękna Pani Sylwia i uśniechnieta ,jak kiedyś święta , choć biedne były ,to jak pachniały i smakowały.Zdrowych Pogodnych Świąt dla całej Redakcji ,wszystkich Czytelników i Pani Sylwii.

Pozostałe